Recenzja: Accuphase SACD DP-900/DC-901

Accuphase_DP-900DC-901_SACD_42   Accuphase nie rezygnuje. Wielu jest takich co wieszczą koniec ery odtwarzaczy CD, a jeszcze więcej tych, którzy odtrąbili koniec formatu SACD, tymczasem japoński siewca high-endu zbiera kolejne żniwo w postaci dzielonego odtwarzacza SACD za arystokratyczne pieniądze, całkiem nie pomny tych fanfar i przepowiedni. Lecz jak może być inaczej, skoro Accuphase to marka jak najściślej z high-endem złączona, założona w 1972 roku przez  Jiro Kasugę skutkiem jego i jego współpracowników niezgody na politykę koncernu Kenwood, promującą produkcję masową kosztem wyrobów luksusowych.

Od samego zarania, od samej idei założycielskiej, Accuphase to synonim przedsięwzięć mistrzowskich i elitarna kuźnia high-endu, woląca produkować wspaniałe miecze dla audiofilskich rycerzy od scyzoryków dla pospólstwa. Jej zawołanie rodowe brzmi „Enrich Life through Technology” – wzbogacaj życie poprzez technikę. A grecka techne, to tyle co sztuka. Sztuka myślenia, umiejętności, życia. W tym wypadku sztuka czynienia muzyki natychmiast dostępną i jednocześnie jak żywą, bo muzyka, powiada Accuphase, to nasze oczyszczenie i nasza inspiracja.

Wracając do spraw przyziemnych. High-end ma się bardzo dobrze i będzie się miał, czemu poświęciłem osobne teksty. Co do samego formatu SACD, to faktycznie nie zawojował on rynku, ale już na etapie koncepcyjnym miało to być przedsięwzięcie elitarne, skierowane do koneserów dźwięku, z dalszym dopiero ewentualnym wyjściem na masowego klienta. To wyjście się nie powiodło, a w międzyczasie znaczną część bazaru audiofilskich smakoszy odebrał SACD powracający zza grobu analog na winylowych krążkach, jednak z uwagi na łatwość obsługi względem płyt analogowych i większą estymę w odniesieniu do „niematerialnych” i obciążonych komputerowym rodowodem plików muzycznych, mają płyty CD i SACD wciąż znaczny udział w rynku muzycznych nagrań, a wieści o ich śmierci wydają się przedwczesne i przesadzone. Tak w każdym razie uważa firma Accuphase, która miast podążać za modą na pliki i gramofony, najspokojniej skierowała do sprzedaży trzy kolejne odtwarzacze CD/SACD, pokrywając nimi cały użytkowany przez siebie zakres konsumencki, od średnio zamożnego klienta poczynając, a na milionerach kończąc. Przedmiotem tej recenzji jest bowiem wyrób skierowany do milionerów, w każdym razie takich liczonych w walutach bardziej rozdrobnionych od brytyjskich funtów czy amerykańskich dolarów. Trudno bowiem nie będąc złotówkowym czy rublowym milionerem nabyć odtwarzacz kosztujący 175 000, – zł. Można oczywiście na kredyt, ale tylko kiedy ma się pewne i intratne źródło bieżących dochodów. Kwestie ekonomiczne nie są jednak moim tu zmartwieniem, bo nie o ekonomii chcę pisać.

Wygląd, technologia i renoma marki

Accuphase_DP-900DC-901_SACD_35   Accuphase ma za sobą udane pociągnięcia i wiatr w żaglach. Na bazie wyprodukowanego we własnym zakresie najwyższej klasy napędu płyt stworzyło trzy świetne odtwarzacze, a teraz chce najwyraźniej skorzystać z nasilającej się tendencji śrubowania cen, podwajając stawkę i wpuszczając na rynek odtwarzacz dwa razy droższy od poprzednika. Tym samym zostałem jak ślimak na pustyni z moimi nadziejami na tańsze odtwarzacze oferujące wspaniałe brzmienie, nie biorąc pod uwagę, że w dobie kryzysu, ale takiego nie mającego charakteru katastrofy tylko ograniczenia, luksus ma się wyśmienicie.

Polityka marketingowa z jej kalkulacją zysków i strat nie jest jednak przedmiotem tej recenzji. Jest nią odtwarzacz Accuphase DP-900/DC-901 SACD i stoi on właśnie przede mną.

Stoi, to nie jest właściwe słowo. On się rozsiadł. Rozparł się skurczybyk i milcząc zdaje się mówić:

– A widzisz, jakbyś tłukł kasę zamiast rozmyślać o filozofii i innymi głupstwami się parać, to bym był twój.

Trudno, jakoś przeżyję. Nie oddam filozofii nawet za rzecz tak piękną wizualnie i ekscytującą w użyciu. Zresztą, nie pora już na to. Ale pokusa żeby mieć jest ogromna.

Accuphase_DP-900DC-901_SACD_47Kiedy poprzednio miałem u siebie na testach najwyższe modele Accuphase, zawsze stały tyłem do okna, a wówczas niestety się traci, bo kiedy światło dnia pada pod kątem na ich frontony, zyskują wyjątkowo elegancki odcień, w zależności od kąta padania szampański lub wpadającego w brąz złota, w obu przypadkach niezwykle ujmujący. Zyskuje wtedy także to niesamowicie obrobione i wypolerowane drewno obudów i całość dopiero wówczas ukazuje swój majestatyczny przepych. Złociste panele pięknie prezentują się również przy przygaszonym świetle, a całość jest nie tylko imponująca estetycznie ale i objętościowo. Obie części ważą swoje, bardzo nawet ważą, a już szczególnie napęd. Łączyć je można na dwa sposoby – kablami HS-LINK lub koaksjalnym – ale tylko ten pierwszy obsługuje format SACD.

W kwestii napędu producent zwraca uwagę właśnie na wyjątkową masywność, zapewniającą stabilność odczytu, szczególnie istotną w przypadku formatu SACD, a wspomaganą przez tłumiące drgania karbonowe podstawki. Poza tym chwali się dwoma laserami w napędzie, osobnymi dla każdego z formatów, oraz dwoma dużymi toroidalnymi transformatorami i dziesięcioma kondensatorami filtrującymi.

Accuphase_DP-900DC-901_SACD_48W przypadku części stanowiącej konwerter zwraca z kolei uwagę fakt, że konwersja ta odbywa się poprzez nowatorski proces opatrzony skrótem MDSD (Multiple Direct Stream Digital), pozwalający nie tylko we właściwy dla DSD sposób unikać filtrów decymacyjnych, ale także bezpośrednio konwertować z sygnału DSD, co skutkuje znacząco lepszym ograniczeniem strat informacji, jeszcze bardziej zbliżając odczyt cyfrowy do analogowego wzorca i osiągając według Accuphase niemal liniową już charakterystykę fazową. Krótko mówiąc – prawie gramofon. Poza tym część poświęcona konwersji analogowo cyfrowej może również przyjmować sygnał za pośrednictwem wejść USB, zbalansowanych i optycznych, a także na wiele sposobów go rozsyłać, wychodząc naprzeciw nowym potrzebom gwałtownie rozwijającej się technologii wymiany danych z konwerterami.

Nie ma sensu głęboko przenikać w te zawiłości, dokładnie na stronie producenta i w instrukcji obsługi opisane. Wystarczy zapamiętać, że technologia obróbki sygnału jest tutaj inna niż w modelach poprzednich oraz u konkurencji i że to słychać.

Nim przejdziemy do kwestii brzmieniowych, warto jeszcze poświęcić kilka słów pilotowi, bo on także jest nowy. Okazuje się węższy i prostszy w użyciu od poprzednika. Korpus jest  metalowy, dzięki czemu waży w sam raz, a boczki zaokrąglono, co pozwala trzymać go z przyjemnością. Posiada jedynie najbardziej istotne funkcje, przy czym można już za jego pośrednictwem zamykać i otwierać szufladę, tak więc moje sugestie odnośnie tej kwestii do Japonii najwyraźniej dotarły. Trzy podstawowe funkcje – »Play«, »Stop« i »Pause« – umieszczono na samym dole i wyróżniono kolorystycznie, a także bardzo dobrze rozwiązano kwestie przeskoku ścieżki i regulacji głośności. Brakuje natomiast pominiętej funkcji A-B i osobnych przycisków do przewijania, obsługiwanego poprzez stałe naciskanie przełącznika wyboru ścieżek. Accuphase_DP-900DC-901_SACD_63Zgodnie z tradycją Accuphase, nie można również wygasić wyświetlacza, co nie jest specjalnie uciążliwe, jako że świeci łagodnie, i nie można też dostać innych frontonów niż złote, bo jak Ferrari ma być czerwone, tak Accuphase złote – i basta!

Sama firma ma się najwyraźniej niezgorzej, skoro rozwinęła nową technologię, szybko zmienia ofertę rynkową, śmiało poczyna sobie z cenami i cały czas trzyma najwyższą klasę, bez pardonu ścigając się z najgroźniejszymi konkurentami, jak dCS, Metronome, MBL, Reimyo, Burmester czy Esoteric.

Dźwięk

Accuphase_DP-900DC-901_SACD_41   Tego Accuphase już dawno słyszałem, a potem jeszcze wielokrotnie. Od początku wydał mi się faktycznie inny niż modele wcześniejsze, chociaż o żadnej nowatorskiej technologii jeszcze nie wiedziałem. Wydał się taki, bo grał jakoś bardziej obiektywnie a mniej słodko i teraz kiedy mam go w domu też mi się takim zdaje, ale w trochę inny sposób. Bo pewna nuta ciepła i ślad słodyczy w nim pozostały, jednak doprawdy minimalne i już będące na samym skraju obiektywizmu całkowitego, wszakże na szczęście mu się nie poddające. Stałoby się to niewątpliwie ze stratą dla muzyki, bo pusty w swym obiektywizmie dźwięk nie jest ani prawdziwy, ani przyjemny. Poza tym ta „obiektywność” modelu DP-900 nie tyle wynika z nieco niższej temperatury i braku słodkiego smaku, chociaż z nich także, co z większej dokładności w budowaniu dźwięków. Poza tym ten właśnie Accuphase jakby czekał aż ktoś wleje weń temperaturę i słodycz, a kiedy tak się stanie, jak choćby w przypadku Staksa Omegi II, używa tych przypraw w sposób bardzo naturalny, oddając je słuchaczowi we wspaniałej formie całościowej. Nie jest przy tym kameleonem, usiłującym dopasować się do otoczenia, tylko artystą biorącym na warsztat dowolny temat i ze znawstwem  go opracowującym. Krótko mówiąc, jest urządzeniem mistrzowskim i uniwersalnym.

No tak, ale recenzji nie pisze się po to, by podsumowywać coś jednym zdaniem, toteż musimy się temu przyjrzeć bliżej.

Accuphase_DP-900DC-901_SACD_17W tym miejscu muszę poczynić bardzo ważną uwagę techniczną. Pisałem już o tym w poprzednich recenzjach, ale koniecznie trzeba to powtórzyć. Odtwarzacze Accuphase potrzebują bardzo długiego prądowego rozbiegu. Włączenie ich i natychmiastowe przystąpienie do odsłuchów musi się odbyć z dużą stratą dla słuchacza. One przypominają bardzo powoli rozgrzewający się piec, który dopiero po kilkunastu godzinach nabiera ciepła i gotów je oddawać. Dlatego nie warto ich wyłączać. Wiem, że DP-900 ciągnie sporo prądu, ale to i tak nie jest urządzenie dla oszczędnych, więc skoro już, to lepiej i tę opcję oszczędnościową sobie darować.

W miarę rozgrzewania zyskuje nie tylko temperatura przekazu, najwyraźniej skorelowana z temperaturą samego odtwarzacza, ale także przestrzeń i jeszcze bardziej dynamika. Jak więc widać, są to przymioty niemożliwe do pogardzenia i potraktowania z lekceważeniem. Chcesz swojego DP-900 mieć na każde zawołanie, musisz nieustannie karmić go prądem. Taka już jego natura. A kiedy tak postąpisz, ta jego obiektywność, o której pisałem na początku, stanie się dużo bardziej zaangażowana i drapieżna, niczym rozbudzony walką zawodnik walczący jeszcze lepiej. A teraz o samym brzmieniu.

Accuphase_DP-900DC-901_SACD_60Kiedy mu się przyglądać, z miejsca wychodzi na jaw, że Accuphase z pietyzmem pochyla się nad każdym dźwiękiem, czyniąc go perfekcyjnie wymodelowanym i wspaniale wybrzmiewającym. Takie ujmowanie sprawy nasuwa jednak skojarzenie z jakimś powolnym, precyzyjnie przebiegającym procesem, podczas gdy Accuphase czyni to oczywiście w czasie rzeczywistym i bez najmniejszej zwłoki. Jest w tym jednak pewien faktyczny pierwiastek powolności, ten mianowicie, że utwór złożony z tak kunsztownie wyrzeźbionych dźwięków wydaje się jakby trochę dłuższy, nie mając żadnej skrótowości, kompensacji, czy szkicowego charakteru. Dźwięki rozwijają cały swój kształt i potencjał, wychodząc z klatki powierzchowności jaka je zwykle okala u słabszych odtwarzaczy. A wyszedłszy każą podziwiać swój w pełni ukazany wygląd i cieszyć się sobą. Nie na wszystkich płytach uwidacznia się to z jednakową siłą. Czasami, zwłaszcza na tych lepiej nagranych, gdzie słabsze jakościowo odtwarzacze jakoś sobie jeszcze radzą lub kiedy indziej, gdy materiał muzyczny sam z siebie w mniejszym stopniu polega na pięknie dźwięków, nie jest to aż tak zabójcza dawka szlachetniejszego brzmienia. Ale na innych robi piorunujące wrażenie i budzi się w człowieku żal, że wcześniej tego takim nie słyszał. Lecz i od tego żalu bywają wyjątki.

  Dźwięk cd.

Accuphase_DP-900DC-901_SACD_6   Napisałem kiedyś w recenzji DP-700, że nie potrafi ukazać więcej szczegółów niż mój Cairn, a tylko same dźwięki czyni piękniejszymi. Tymczasem DP-900 potrafi. Na znanym mi na wylot, jak mi się zdawało, utworze Leonarda Cohena „”Love itself” wyraźnie słychać w tle szum. W dodatku głośny i nieprzyjemny. Prawdopodobnie chodził wentylator, a może któryś mikrofon wyłapał szum taśmy. Nieistotne. Nie znam realiów nagraniowych jakie tam panowały. Ważne, że tego szumu nigdy wcześniej nie słyszałem, a u DP-900 jest tak wyraźny, że wylazł na mnie jak niedźwiedź z boru, kiedym się go wcale nie spodziewał. W tym sensie model DP-900 stanowi nową jakość i prosi się o porównanie z innymi liderami, zwłaszcza niezwykle ponoć wyrazistymi i szczegółowymi odtwarzaczami dCS.

Nasuwa się jednocześnie pytanie, czy taka ultra szczegółowość ma przełożenie na muzykę? Wszak odtwarzaczom dCS wielokrotnie stawiano zarzut czynienia dźwięku nazbyt technicznym, pozbawionym w dużej części ducha muzyki.

Pod tym względem Accuphase DP-900 jest niewątpliwie osiągnięciem szczególnym, ponieważ kiedy go słuchać, wydaje się wyjątkowo muzykalny i spokojny. Wynika to z charakteru jaki nadaje samym dźwiękom. Nie ma w nich nawet śladu ostrości, rozjaśnienia czy niedostatku tworzywa. Jeżeli nawet tego rodzaju negatywne zjawiska wystąpią, będą zawsze wynikiem wad urządzeń do odtwarzacza podpiętych i nie znam audiofilskiego wyrobu w podobnym stopniu wolnego od wad własnych i jednocześnie pozwalającego obiektywnie oceniać współwykonawców. Słowo „obiektywny” jest do Accuphase DP-900 po prostu przypisane. Zarazem jest to obiektywizm na niespotykanie wysokim poziomie. Kiedy zaczyna się słuchać – i nie tylko zaczyna – kiedy się po prostu słucha, wydaje się dominować muzykalność i spokój.Accuphase_DP-900DC-901_SACD_7 Ludzkie głosy są wyjątkowo naturalne i gdy puścić jakiś fragment zawierający normalną wypowiedź, jakiś komentarz albo konferansjerkę a nie muzykę, wówczas (nareszcie) spotykamy normalne ludzkie głosy, pozbawione sztucznej ekscytacji albo pogłosowości. Naturalna plastyczność zwykłego głosu, ten czerpany z życia prozaiczny realizm, okazuje się u DP-900 dużo lepszy niż u jakiegokolwiek odtwarzacza z jakim miałem do czynienia. A jednocześnie na bardzo wielu płytach, a właściwie na wszystkich, odkrywamy, czy też może raczej – mimowolnie częstowani jesteśmy – dźwiękami poprzednio nieobecnymi. Zrolowanymi, albo zagłuszonymi przez inne, nieumiejętnym odczytem zatracone.  Dziwna jest to mieszanka, narzucająca słuchaczowi początkowo wrażenie obcości, jak to się dzieje za każdym razem kiedy znajdziemy się po raz pierwszy w jakichś nowych okolicznościach. Dziwna, bo pierwsze wrażenie jest takie, że naturalność tego dźwięku niczego nowego poza elegancją i poczuciem prawdziwości przed nami nie odkryją. A tu naraz pośród tego piękna i pełnej kontroli nad brzmieniem, pod całkowitą nieobecność jakichkolwiek sopranowych przedobrzeń czy rozjaśnionego tła, naraz podchodzą do nas nieznane wcześniej szczegóły i brzmienia, i człowiek czuje się zdumiony i trochę w tym wszystkim zagubiony.

Potem następuje oczywiście zjawisko odwrotne i nieprzyjemnie będziemy się czuli wracając do własnego odtwarzacza, z jego licznymi ułomnościami, czego nie doświadczą jedynie ci, którzy przy Accuphase pozostaną albo są właścicielami innego odtwarzacza o podobnych własnościach. (Osobiście nie miałem przyjemności.)

Accuphase_DP-900DC-901_SACD_8Oddzielną w tym wszystkim kwestią jest zapis SACD. Wiele przetoczyło się debat nad tym, czy wnosi on cokolwiek nowego, czy da się w ogóle odróżnić warstwę SACD od tradycyjnej, a jeśli nawet, to czy są to jakieś istotne różnice i czy pozytywne. Sam swego czasu odnotowałem, że różnice te polegają na bogatszym teksturowaniu i większej dynamice gęstszego formatu, i że niektóre odtwarzacze ukazują to wyraźnie, a inne niekoniecznie. W przypadku DP-900 słowo „wyraźnie” to mało powiedziane. U niego płyty SACD to są naprawdę inne płyty. Płyty trójwarstwowe. Albowiem sama warstwa SACD rozpada się jakby na dwie prezentacje. Jedną jest sama muzyka, podana z wielką maestrią i przepychem, a drugą warsztat samego nagrania. Przy swej nie notowanej dotąd szczegółowości wydobywa bowiem DP-900 wszystko co nagraniu towarzyszyło; każdy szmer, szelest, oddech – i przede wszystkim tak zwany szum starej płyty. To wszystko jest uwidocznione nie dość że bardzo wyraźnie, to jeszcze wyjątkowo plastycznie. A zatem realnie, a więc prawdziwie. Tutaj szurnięcie krzesła czy szelest kartek nie mają formy domyślnej. Nie mówimy sobie – Aha, to słychać oddech zasapanego solisty, albo – To przecież ptaki tam w tle śpiewają. Tutaj wszystko podane jest z oczywistą realnością i bez żadnego „aha”, a człowiek aż się wzdraga, takie jest prawdziwe.

    Dźwięk cd.

Accuphase_DP-900DC-901_SACD_31   Jednocześnie trzeba powiedzieć, że warstwę SACD czyta DP-900 bez taryfy ulgowej. Tu nie ma upiększania, łagodzenia, tonowania, ściszania głosu. Jedziemy równo i ostro po zapisie cyfrowym, który Accuphase traktuje wprawdzie czeredą aż ośmiu w każdym kanale przesuniętych względem siebie fazowo konwerterów cyfrowo analogowych, by uczynić go gładszym, jednak efekt końcowy jest każdorazowo żywiołowy, a nieraz wręcz pikantny. Gdy materiałem źródłowym są stare taśmy, tylko od ich jakości zależy, co z tego zrobi Accuphase. Mam wiele płyt SACD i XRCD gdzie źródłem są słynne taśmy matki sygnowane sławną marką Decca Tree i DP-900 bezlitośnie je jakościowo obnażył. Wszystkie są wprawdzie wyjątkowej jakości – ze wspaniałą przestrzenią i dynamiką – jednak nie wszystkie w równym stopniu częstują szumem podkładu i elegancją przestrzenną, zawsze przecież zależną od konkretnego ustawienia mikrofonów i maestrii reżysera dźwięku. Wszystko to DP-900 ukazuje i klasyfikuje z chirurgiczną precyzją, w żadnej mierze nie usiłując czegokolwiek maskować ani upiększać. Działa niczym analizator, oddając prawdziwą treść nagrań. Dlatego te stare, z nielicznymi wyjątkami, takimi jak na przykład uwertury Rossiniego w wydaniu XRCD, będą uwidaczniały swoją leciwość, co zupełnie nie przeszkodzi im brzmieć pięknie i fascynująco, a jedynie ubarwi patyną czasu. Z kolei te nowsze, powstałe dzięki lepszej technice, zabrzmią całkiem fenomenalnie.

Accuphase_DP-900DC-901_SACD_18Trochę inaczej jest z warstwą CD i zwykłymi płytami. Ich dźwięk jest traktowany łagodniej. Brzmią bardzo elegancko i bardziej spokojnie; bez tak otwartej góry i takiej chropowatości tekstur. Nie są może dźwiękowo zaokrąglane, choć gdyby tak ktoś napisał, to bym się nie zdziwił, ale ogólnie rzecz biorąc są na pewno łatwiejsze w odbiorze. Dlatego ważną jest rzeczą, a szczególnie ważną dla warstwy SACD, by sprzęt towarzyszący odtwarzaczowi nie miał brutalnego charakteru. Nie mówię oczywiście o brutalności w sensie tandety, tylko analitycznej brutalności w odniesieniu do nagrań. To dlatego znakomite skądinąd słuchawki Stax SR-009 zagrały tu lepiej z własnym firmowym wzmacniaczem, który jest z natury pieszczotliwy i łagodny, niż z Dubiel Acousstic Euridice, która jest bardziej szczegółowa i dosadna. I dlatego sama Euridice lepiej wypadła z Omegą II niż z SR-009. Z kolei AKG K1000, nawet takie uspokojone, pogłębione i upiększone kablem Entreque Konstantin, okazały się grać pośrednio pomiędzy flagowymi Staksami, także nie stroniąc od uszczypliwości tego co uszczypliwe i szorstkości tego co szorstkie. Tu nie ma kamuflażu. Warstwa SACD nie jest od tego. Ma ukazać całą nagraniową treść i z DP-900 tak się właśnie dzieje.

Accuphase_DP-900DC-901_SACD_19Łatwo się domyślić, co stało za tą intrygą. Wystarczy rzucić okiem na katalog nowości od Accuphase, by obok naszego DP-900 odnaleźć monofoniczne końcówki mocy A-200, zgodnie z nazwą pracujące w czystej klasie A. To dla nich DP-900 podaje sygnał tak realistyczny. Nim jednak posłuchamy czy rzeczywiście tak jest, udajmy się na inny odsłuch, opatrując naszego podopiecznego rasowanym przedwzmacniaczem ASL Twin-Head Mark III, końcówką mocy Croft Polestar1 i głośnikami podstawkowymi Dynaudio Confidence C1 Sygnature.

Nie będę pisał o ustawianiu głośników, bo na to tutaj nie pora i przejdę od razu do brzmienia.

        Dźwięk cd.

Accuphase_DP-900DC-901_SACD_2   Naprawdę dobre brzmienie pojawia się tylko wówczas, gdy jest magiczne. Nie ma sensu udawać, że dysponując takim odtwarzaczem co innego niż magia będzie właściwe. Monitory Dynaudio mają zwolenników i wrogów. Sam słyszałem je kiedyś w towarzystwie drogiej aparatury grające koszmarnie. Może przesadzam. Chyba nie aż koszmarnie, ale kiepsko na pewno. Łażąc po salach na warszawskim Audio Show nasłuchałem się sporo różnego brzmienia i przeważnie było ono przeciętne, czasami też koszmarne, a niekiedy, dość rzadko jednak, magiczne. Zwyczajowo zwala się to na akustykę. Sala za mała albo za duża, podłoga nie taka, a ustrój kapitalistyczny zamiast akustycznego. No, nie wiem. Sam tam niczego ustawiać nie próbowałem, ale zrobić można naprawdę dużo, a magię z monitorów Dynaudio da się wyciągnąć. Owszem, u mnie jest parkiet położony na deskach a nie flizy czy panele podłogowe, ściany są z cegieł i to takich prawdziwych, z gliny mieszanych, a nie z pyłu hutniczego, a strop drewniany, tynkowany i od podłogi do sufitu aż trzy metry. Ale to samo w sobie żadnej magii nie stwarza ani nie gwarantuje. Zapewnia jedynie pomieszczenie o dużej aktywności akustycznej, bo klaśnięcie w dłonie bardzo się niesie.  Przejdźmy do rzeczy. Nasz Accuphase, choć z tranzystorowego świata się wywodzący, bardzo daleki jest od tranzystorowej stronniczości i lubi towarzystwo lampowe. Dodatkowo ogrzewa ono i ożywia jego brzmieniową perfekcję, przydając jej głębi i Accuphase_DP-900DC-901_SACD_28przestrzennego rozpostarcia. Próbując z nim i własnym systemem dwóch różnych monitorów Dynaudio – Confidense C1 Signature i Special 25 Anniversary – uzyskałem dwa różne brzmienia o odmiennych i bardzo ciekawych walorach. Jakie dokładnie były, napiszę w oddzielnym porównaniu, a tu jedynie skrótowo powiem, że sumarycznie ukazały one zdolność DP-900 do budowania dowolnie brzmiących systemów w sensie znakomitego brzmienia. W równej mierze baśniowych co analitycznych i przestrzennie zdystansowanych co atakujących. A wszystko to na bazie tego samego wzmacniacza i przedwzmacniacza, jedynie w zależności od samych głośników. Jest zatem Accuphase urządzeniem całkowicie uniwersalnym, a przy tym zdolnym zarówno naprawiać jak i budować. Podczas dość długiej u mnie bytności wielokrotnie udowadniał jak dźwięk pozornie niewłaściwy – zbyt ostry, za lekki, zbyt wiotki, nie dość konkretny, wypaczony barwowo i na wiele innych sposobów urągający właściwemu brzmieniu, po podmienieniu nim nieraz bardzo drogiego nawet odtwarzacza momentalnie się prostował, przybierając właściwą posturę i ciesząc uszy natychmiastową poprawą. A jednocześnie można odnieść wrażenie, że ten japoński arcymistrz dźwięku niczym specjalnym poza wyglądem się nie wyróżnia. Taki spokojny, łagodny, ujmujący. Ale tak to już jest. Naprawdę silni nie potrzebują udowadniać swej siły. Nie potrzebują zwracać na siebie uwagi popisami czy wygłupami. Żadną żonglerką czy ekstrawaganckim wyglądem. Albowiem nie tylko siła płynie ze spokoju, ale także spokój z siły. A DP-900 jest tak silny, że niczego nie musi udowadniać ani niczym się popisywać. W jego przypadku slogan filmowy „wystarczy być” w zupełności wystarcza, bo jego bycie oznacza wszechstronną perfekcję i gotowość do sporządzania wszelkiego typu wspaniałych brzmień, które na bazie jego mistrzostwa bez trudu można uzyskać. Potrzebujecie niebotycznych sopranów? Nie ma sprawy, proszę bardzo. Subwooferowego basu? Oto i wasz bas. Zniewalającego powabu? Będzie i powab. Magicznej sceny jak ze snu? Jest i scena. Analitycznego przebadania szczegółów? Wszystkie szczegóły będą jak na dłoni. Cokolwiek zechcecie, będzie wam dane, wystarczy tylko poprosić odpowiednim towarzystwem. Accuphase_DP-900DC-901_SACD_1Lampami o czar, tranzystorami o dynamikę, odpowiednimi głośnikami o scenę, a kablami o poskładanie tego wszystkiego w całość. Trzeba jedynie pamiętać, że brzmienie gorące pojawia się dopiero po wielu godzinach od włączenia.   

Odsłuch z monoblokami

Accuphase_DP-900DC-901_SACD_50   Na koniec przygód z high-endowym odtwarzaczem zafundowałem sobie sesję z jego firmowymi monoblokami, dając przy okazji popalić dystrybutorowi, ale dużo bardziej samemu sobie. Uparłem się bowiem posłuchać całego nowego systemu Accuphase, to znaczy zarówno recenzowanego odtwarzacza, jak i nowego przedwzmacniacza C-3800, no i oczywiście wspomnianych monobloków A-200, a wszystko to za pośrednictwem tubowych głośników Avangarde Duo, żeby była jakaś kontra i porównanie dla monitorów, no i żeby nikt nie narzekał, że się to tak po łebkach tylko odbyło, bo co tam monitory, wiadomo że takie niby głośniki. Sam tak w najmniejszym stopniu co prawda nie uważam i bardzo lubię monitorowe brzmienie, ale dla świętego spokoju, to raz, i dla porządku oraz należnej daniny głośnikom pełnowymiarowym, to dwa i trzy, postanowiłem także podłogowych kolumn użyć. I zrobił się z tego niezły ambaras, bo te Avangardy mają skomplikowaną, potrójną regulację podzakresów, obejmującą po aż dwadzieścia stopni każda, a więc dającą 20 (High) x 20 (Mid) x 20 (Low) = 8000 możliwych ustawień. Bagatela. Skrajne wydają się wprawdzie do pominięcia, chociaż… Jeżeli są do pominięcia, to po co je było w ogóle aplikować? A jeśli nie są, to można pół życia strawić na sprawdzaniu. Sam poświęciłem na to tylko jeden dzionek, regulując zawzięcie i suwając po pokoju głośnikami. Pod wieczór wszystko było gotowe; najpewniej nie optymalnie, ale całkiem znośne względem jakiegoś przypadkowego wyboru. A trzeba Wam wiedzieć, że przeskok o jeden jedyny kroczek daje naprawdę wyraźną zmianę, tak więc jest się nad czym głowić i w co wsłuchiwać. By metodologicznie rzecz pozbierać, wyznaczyłem sobie trzy cele: naturalną wokalizę, dźwięczny fortepian i głęboką scenę. Poruszając się we wnętrzu tego trójkąta wypchnąłem na ile się dało każdy z jego wierzchołków i następnego dnia zabrałem się za odsłuchy. Dodam jedynie, że wszystkim tym poszukiwawczym zmaganiom przypatrywała się od czasu do czasu małżonka, częstująca uwagami w rodzaju: „O, udało ci się trochę bardziej wyciągnąć Accuphase_DP-900DC-901_SACD_38Evorę z tuby.” Albo: „Gdyby Rubinsteinowi dali tak brzmiący fortepian, na pewno nie byłoby koncertu, tylko szukanie innego fortepianu.”

Fachowa pomoc zawsze mile widziana, a teraz o samych odsłuchach.

Ale chwila, przepraszam, nie tak prędko. Najpierw nadmienić muszę, że jeśli się komuś wydaje, iż lampy są w porównaniu do tranzystorów mało praktyczne, bo wymagają rozgrzania, to muszę mu to przekonanie w tym miejscu wybić z głowy, gdyż monobloki A-200 potrzebują bitych trzech godzin by się rozśpiewać i z każdą następną godziną ich brzmienie staje się jeszcze piękniejsze, nabierając głębi elegancji. Słowo osobne należy się też tubom Avantgarda. Ich również nie należy od prądu odcinać, a jako półaktywne żrą ci ten prąd a żrą i jeszcze regulacjami straszą. Jednak dzięki tym regulacjom można je stroić pod dowolny system i jest to niewątpliwie bardzo ciekawa opcja, pozwalająca wyszukiwać nowe brzmienia bez żadnych zakupów. Wielgachne tuby Avantgarda mój 26 metrowy audiofilski matecznik wypełniły dźwiękiem z dużo większą łatwością od kolumn podstawkowych, grając swobodnie od ściany do ściany. Jednocześnie bardzo ucieszyła mnie ich umiejętność budowania sceny z tyłu za linią głośników a nie przed nią, którą to umiejętność dzieliły z monitorami Dynaudio Signature. Tak zbudowana scena jest niewątpliwie ciekawsza i bardziej magiczna, wymaga jednak odstawienia głośników przynajmniej na metr od ściany licząc względem membran, bez czego ani rusz. Dość szybko znalazłem też patent na rugowanie zbytniego powiększania źródeł dźwięku, co jest częstym zarzutem kierowanym pod adresem głośników tubowych Accuphase_DP-900DC-901_SACD_53i z czym monitory w odróżnieniu od nich nie mają żadnego problemu.

Dobrze wyregulowane i ustawione tuby grają naprawdę spektakularnie, ale oczywiście nie same z siebie, tylko właściwie napędzane. I tu wracamy do naszego odtwarzacza i jego firmowego otoczenia.

  Odsłuch z monoblokami cd.

Accuphase_DP-900DC-901_SACD_54   Monobloki A-200 mnie zaskoczyły. Spodziewałem się, iż przynajmniej one ukażą brzmienie wyraźnie ocieplone i słodkie, bo klasa A bardzo często gra w ten sposób. Jednak nie tym razem. Nie chcę przez to powiedzieć, że DP-900/DC-901 narzucił im taki styl, bo jak już wcześniej napisałem, potrafi on grać w zależności od podstawionego mu toru w dowolnej manierze. Tym ważniejsze jest zatem stwierdzenie, że cały set Accuphase, okablowany szczytowymi kablami Siltecha i Acrolinka i napędzający głośniki Avandgarda zagrał brzmieniem wyjątkowo naturalnym, nie usiłując epatować podwyższoną temperaturą czy dodawaną słodyczą. Jeżeli nazywać to magią, a nie byłoby w tym przesady, to magia ta powzięta była jedynie ze złudy życia, a nie jakiegoś dosypywanego czarowania. Jednocześnie brzmienie to za sprawą Avantgardów nazwać możemy estradowym, czego nie należy mylić z nienaturalnością, czy jakąś własną aranżacją. System sprzedawał jedynie aranżacje zawarte w nagraniach i czynił to w sposób robiący wrażenie. Z wielką satysfakcją słuchałem ulubionych wokalistów, wcale nie mających powiększonych rozmiarów, a jednocześnie stojących na scenie przed prawdziwą orkiestrą, jak Sinatra czy Nat King Cole, albo grupą instrumentalną, jak Ray Charles czy Cesaria Evora. W parę sekund można to było przedzierzgnąć w rockowe szaleństwo Metaliki albo Nirvany, bądź w subtelną kameralistykę Beaux Arts Trio albo wielką symfonikę Berlioza, a wszystko jak z życia wzięte i naprawdę świetnie podane.

Accuphase_DP-900DC-901_SACD_56W tej sytuacji czymś problematycznym może się wydać ta wspominana poprzednio dosadność brzmieniowa formatu SACD. Bo skoro tu wszystko jest jak z życia, a tam było tak dosadnie, to może będzie z tego pospołu kuchnia węgierska, po której trzeba przepłukiwać usta, czy w tym wypadku uszy. Ale nie. Wcale. Rysuje się w tym miejscu wyraźne rozróżnienie pomiędzy sprzętem zwyklejszym a elitarnym. Tutaj, na elitarnych wyżynach, dosadnie razy jak z życia wcale nie okazuje się za bardzo pikantne, tylko jeszcze bardziej jak z życia, a sens powstania formatu SACD uwidacznia się bardzo wyraźnie i staje jasny, chociaż przebrzmiała to śpiewka i chleba dla wszystkich z tego nie będzie, bo odejście do plików i winylu jest już zbyt daleko posunięte.

Najbardziej zaskoczyła mnie jednak umiejętność odtwarzania przez system posępnego nastroju. To się dotychczas Accuphase nie udawało. A tu proszę, cały tor tylko pod ich kontrolą, a w nim monobloki w klasie A, i smutek bezproblemowo dostępny, a posępność naprawdę posępna i w efekcie paradoksalna radość płynąca ze smutku; radość słuchacza taplającego się do woli w posępnych bajorkach poetyckiej tęsknoty i metafizycznej nastrojowości.

Accuphase_DP-900DC-901_SACD_57Nie, wcale nie chcę propagandowym stylem prawić, że była to audiofilska uczta u samego świętego Piotra, z towarzyszeniem muzyki niebiańskich sfer. Ograniczenia samych nagrań w sytuacji braku upiększania przez system były doskonale widoczne, a głośników Avantgarda nie udało się skłonić do wydobycia subwooferowego basu bez wpływu tego na naturalność reszty pasma. Mogło więc być bądź naturalnie, bądź superbasowo do wyboru, ale nie jednocześnie jedno i drugie, a co za tym idzie prawdziwa stopa perkusyjna nie mogła towarzyszyć prawdziwym wokalistom i vice versa, a panowie od Avantgarda muszą jeszcze nad swoimi Duo trochę popracować. (Zdaje się już popracowali i zrobili Duo Grosso.) Jednakże całościowy spektakl stał na wyjątkowym poziomie, a rozciągnięcie sopranów i naturalność średnicy sprawiały wielką satysfakcję. Basu zresztą też było bardzo dużo, ale nie aż na miarę prawdziwej perkusji, o ile średnica miała pozostać naturalną, co sprawdziłem z wyjątkową pieczołowitością.

Podsumowanie

Accuphase_DP-900DC-901_SACD_16   Na tle tego wszystkiego nasz tytułowy Accuphase DP-900/DC-900 jawi się jako ostoja perfekcji i mistrzostwa. Nie jest wprawdzie aż tak analogowy jak najlepsze gramofony, ale pośród cyfrowych współbraci nie musi się nikogo lękać. Przeciwnie, to inni powinni lękać się jego. Pozostaje spokojny siłą swego technicznego wyrafinowania, słusznie wychodząc z założenia, że bycie wybitnym udaje się najlepiej kiedy wybitnym się jest, a nie kiedy chce się za takiego uchodzić przybierając nienaturalne pozy i strojąc mądre miny. Jego gramofonowy styl pozostaje przekonującym osiągnięciem, a najlepiej uwidacznia się w towarzystwie lampowym, dodatkowo uwypuklającym perfekcyjną niemal analogowość i całościową świetność brzmieniową. Nie słyszałem dotąd odtwarzacza CD/SACD równie uniwersalnego i dokładnego w tym co robi. Pozbawionego jakiejkolwiek nerwowości, a jednocześnie szczegółowszego od innych. Nie stwarzającego żadnych podbarwień, a zarazem dogłębnie sycącego kolorem. Wolnego od sopranowego ataku, a przy tym zdolnego wyciągać soprany wyżej niż ktokolwiek i jeszcze na dodatek pozbawionego basowego przegięcia, a jednocześnie zdolnego schodzić od innych niżej. Ale przede wszystkim i co najważniejsze, obdarzającego wszystko czego się tknie muzyką. Nie jakąś sztucznie rozpaloną niczym kaloryfer czy słodką jak miód, tylko muzyką po prostu, taką jaką ona jest, a w każdym razie jaką ją uwieczniono na płytach, bo płytowy, nagraniowy charakter w doskonałych realizacjach sprzętowych zawsze ukazuje się z wielką siłą i czyta się go niczym wydrukowaną dużym drukiem czytankę dla dzieci.

Całe to mistrzostwo i ta CD-analogowość kosztują bardzo słono, ale takie jest właśnie Accuphase. To firma oferująca luksus i wycelowana ofertowo w bogatego klienta, pragnąca oferować za swe bardzo ciężkie pieniądze doznania gdzie indziej nieosiągalne i mająca w tym względzie niemałe osiągnięcia. Także wizualne, jak widać na zdjęciach.

 

W punktach: 

Zalety

– Całościowa perfekcja.

– Niespotykana u innych CD-analogowość.

– Wpięty nawet w miejsce innego znakomitego odtwarzacza natychmiast uwidacznia swoją przewagę.

– Będzie pasował do każdego toru.

– Bardziej szczegółowy od wszystkich jakie słyszałem.

– W każdym aspekcie pozbawiony przedobrzenia.

– Wyjątkowa głębia kolorytu.

– Magia potężnego basu.

– Wokaliści na wyciągnięcie ręki.

– Doskonale uwidacznia przewagę formatu SACD.

– Potrafi ratować w sytuacjach wyglądających na beznadziejne.

– Nowatorska technologia obróbki sygnału.

– Jeszcze ulepszony najwyższej klasy napęd.

– DAC dostosowany do współczesnych wymagań.

– Fantastycznie się prezentuje.

– Mistrzowskie wykonanie.

– Znakomicie zaprojektowany pilot.

– Ponadczasowa stylistyka.

– Wielka renoma marki.

– Made in Japan.

– Bezproblemowy serwis.

– Polski dystrybutor.

– Można posłuchać przed zakupem.

 

Wady

– Jego spokojna perfekcja może się w pierwszej chwili wydać za spokojna.

– Nie jest to dźwiękowe solarium dla wielbicieli upału, ani tani popis w rodzaju urlopowej opalenizny znad Adriatyku.

– Tak więc raczej dla koneserów i smakoszy a nie plotkarzy.

– Wielkie gabaryty i potężna waga.

– Potrzebuje długiego prądowego rozbiegu.

– Przeraźliwie dużo kosztuje.

– Kunsztowne drewniane obudowy wymagają bardzo ostrożnego obchodzenia.

Sprzęt do testu dostarczyła firma :

Nautilus_logo_1

 

 

 

Dane techniczne: 

Sekcja napędu

Masywne chassis z najwyższej precyzji firmowym napędem.

Osobne jednosoczewkowe lasery dla zapisu CD i SACD.

Interfejs HS-LINK RJ-45

Wyjście koaksjalne.

CD 44,1 kHz/16bit PCM

SACD 2,8224 MHz/1bit DSD

Sekcja zasilania w oparciu o dwa transformatory toroidalne i własnej produkcji kondensatory filtrujące (3000μF × 10), separujące sekcję odczytu i obróbki sygnału.

Wyświetlacz z funkcją czytnika tekstu.

Karbonowe podstawki tłumiące drgania.

Drewniane wykończenie.

Zużycie energii 11 W.

Wymiary: 477 x 394 x 156 mm.

Waga:30 kg.

 

DAC

Ultra-high-speed FPGA

Innowacyjna technologia MDSD „with double-speed high-precision moving-average filter circuit”.

Szesnaście konwerterów MDS pracujących równolegle.

Dwa Hyperstream™ DAC chips (ES9018) w każdym kanale.

Całkowita separacja analogowych filtrów dolnoprzepustowych dla ścieżki zbalansowanej i niezbalansowanej.

Ścieżka konwertera D/A drukowana w szkle fluorokarbonowym.

We/wy EXTERNAL DSP

Siedem wejść cyfrowych: HS-LINK, balanced, coaxial (2), optical (2), USB 2.0. Wszystkie poza optycznymi o parametrach 32 – 192 kHz/16-24 bit. Optyczne 32 – 96 kHz/16-24 bit.

Wyjścia optyczne i koaksjalne.

Wyjścia analogowe zbalansowane i niezbalansowane.

Konstrukcja separująca sekcje cyfrową i analogową, każdą napędzaną osobnym transformatorem.

Pasmo przenoszenia: 0,5  Hz – 50 kHz.

S/N 120 dB.

THD 0,0005%.

Dynamika 117 dB.

Separacja kanałów 120 dB.

Napięcie wyjściowe: wyjście zbalansowane 2,5 V; niezbalansowane 2,5 V.

Zużycie energii: 26 W.

Wymiary: 477 x 394 x 156 mm.

Waga: 23,4 kg.

 

 

 

 

Pokaż artykuł z podziałem na strony

2 komentarzy w “Recenzja: Accuphase SACD DP-900/DC-901

  1. roman pisze:

    Ciekawe ile osób w naszym kraju to kupi?
    Zazdroszcze Ci obcowania z takim sprzętem,z drugiej strony współczuję gdy trzeba wrócić do tego co się ma…

  2. Piotr Ryka pisze:

    Dwie już mają. A piękny dźwięk mieszka w wielu miejscach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy